(..) Albumów, w których rockowcy mierzyli się z klasyczną materią trochę już było, zatem nic oryginalnego artyści tu nie proponują. Robią to jednak bardzo dobrze, z pomysłem. Sześcioro klasyków nie jest tu absolutnie dodatkiem do pięciu panów z wiosłami, klawiszami i bębnami. Wręcz przeciwnie. Ci ostatni ustępują im miejsca, grając delikatniej. Smyki zatem, sporymi fragmentami, rządzą, nie będąc, jak to zazwyczaj bywa, tylko tłem dla rockowego ciężaru. W wielu kompozycjach przejmują oczywiście rolę instrumentów klawiszowych, odgrywając dobrze znane motywy. W wielu jednak momentach dodają im nowej twarzy i jakości. Czy na przykład taki „Not About Us” może zabrzmieć jeszcze piękniej? Okazuje się, że tak. Zagrane na pianinie intro i śliczny jego motyw w środku, zmiękczony dodatkowo smyczkami, urzekają. Jeszcze bardziej romantycznie w takiej konwencji wypadają „Change”, czy wzniosły „Constantly Reminded”. Naturalnie, nie wszystkim taka formuła przypadnie do gustu. Miłośnicy potęgi brzmienia i produkcyjnej perfekcji może i z niesmakiem spojrzą na otwierający występ „No Son Of Mine” zagrany jakby na pół gwizdka, albo jak kto woli, „bez jaj”. Wszystkich jednak musi pogodzić, jak zwykle zjawiskowy i niepowtarzalny, głos Wilsona. Warto dopaść tę płytkę.
2010-03-15
Za www.artrock.pl
|